Wafel chcąc, nie chcąc, ociężale najechał kursorem myszy na "NOWY POST" i zwinnie kliknął. Jego oczom ukazało się puste okno, które tak bardzo chciałby czymś wypełnić.
Problem w tym, że nie wie czym.
Wszystko stało się dla niego zbyt proste, zbyt przyjemne i wspaniałe. Sekundy płyną sobie wolnym nurtem, mijając czerwone łąki. Dominik pewnie leży gdzieś wśród tych maków i jest mu tak dobrze, że nawet skrzydlaci krwiopijcy nie są w stanie zaburzyć harmonii jego świata.
Dajcie mi leżeć, ale sprawcie też, żeby było ciekawiej.
Spokojnego wieczoru Wam życzę.
bawię się w słowa
Ze wszystkich owoców najbardziej lubię te zakazane.
Zasady nie są po to, żeby je łamać! Cała frajda w ich zmyślnym omijaniu!
Próżność to mój ulubiony grzech.
W życiu jestem estetą - tępię brzydotę, hołduję pięknu.
Liczy się tylko wnętrze - to hasło reklamowe zakompleksionych.
Harmonijne istnienie ciała i ducha, to piękno najwyższe.
Jest już taki zwyczaj, że wszystko czego brakowało nam w dzieciństwie odbijamy sobie jako osoby dorosłe.
Kocham długie noce - czuję się wtedy opiekunem wszystkich śpiących dusz.
Dziś, prócz różnorakich epidemii gryp, powinniśmy obawiać się zarazy zwanej hipokryzją.
Odnaleźć się w bałaganie - to sztuka.
Zwyczajność jest nudna i nieciekawa; inność, oryginalność - nawet w postaci względnie pojmowanej brzydoty - jest dziś w cenie.
Prawdopodobnie, może, chyba - przypuszczam, że potrafię kochać.
Przegapić okazję na miłość, to jak nie kupić ChupaChups'a mając 200 zł w portfelu.
Śpijmy przytuleni, jak dwoje szczeniąt, którym zdechła suka.
Śpijmy przytuleni, jak dwoje szczeniąt, którym zdechła suka.
denim dreams
Nokia Tune rozbrzmiał na cały tramwaj. Cholera! Znów wszyscy będą obserwować moją bezsilną walkę z torbą. Gdzie ten telefon?! Zewnętrzne kieszenie... brak. Cisza. Zamilkł. No trudno.
Plac Grunwaldzki. Tak sobie czasem myślę, że gdyby nie jego harmonijny kształt koła, tutejsi ludzie zupełnie zniszczyliby atmosferę tego miejsca. Jebudu! Drzwi się rozwierają, ludzie wlewają. Dziko rzucam oczami szukając jakiejś starej osoby, przez którą musiałbym podnieść tyłek, aby nie narazić się tramwajowej opinii publicznej.
Uf! Pomieścili się. Jebudu! Drzwi zamknięte. Jedziemy. Choć gorąc, to jakiś taki znośny. Nawet siedząc w słońcu można wytrzymać, dzięki lufcikowi na dachu. Zamykam oczy. Udaję, że nie widzę babć wchodzących na Placu Szarych Szeregów (im bardziej znany jako Plac Sprzymierzonych).
Dobra! Koniec. Trzeba wstać, zaraz wychodzę. Stoję przy drzwiach. Jest inaczej. Jebudu! Drzwi rozchylają się przed moim nosem.Wdycham rześkie, chłodniejsze powietrze i spokojnie schodzę z tramwajowych, brudnych schodków i moczę nogi w niebieskawozielonej wodzie. Kurczę! Buty!... a, przecież schowałem do plecaka przed wyjściem. W tle muzyka. Ani smutna, ani wesoła. Muzyka ludzi świadomych - czujących zadowolenie i niedosyt. Nic mi nie trzeba... no może prawie nic. Przeglądam najdalsze zakamarki tafli wody. Wiem, że przyjdzie! Jest! Oto i __. Macham __, przecież wszystko już oczywiste. Ja wiem co __ czuje do mnie i __ wie co ja do __. Dwa szczere uśmiechy, dwie pary radosnych oczu, usta, ręce, dwa serca i dusze też dwie, a może już jedna.
Chłodzeni przez wodę, ogrzewani przez słońce; dryfujemy.
I jeśli dryfując mówi się dryf, dryf, dryf, to ja chcę szeptać dryf, dryf, póki starczy mi sił i dłużej.
- Dryf, dryf - dryf, dryf - dryf, dryf...
***
- Halo! Proszę pana! To końcowy!
Plac Grunwaldzki. Tak sobie czasem myślę, że gdyby nie jego harmonijny kształt koła, tutejsi ludzie zupełnie zniszczyliby atmosferę tego miejsca. Jebudu! Drzwi się rozwierają, ludzie wlewają. Dziko rzucam oczami szukając jakiejś starej osoby, przez którą musiałbym podnieść tyłek, aby nie narazić się tramwajowej opinii publicznej.
Uf! Pomieścili się. Jebudu! Drzwi zamknięte. Jedziemy. Choć gorąc, to jakiś taki znośny. Nawet siedząc w słońcu można wytrzymać, dzięki lufcikowi na dachu. Zamykam oczy. Udaję, że nie widzę babć wchodzących na Placu Szarych Szeregów (im bardziej znany jako Plac Sprzymierzonych).
Dobra! Koniec. Trzeba wstać, zaraz wychodzę. Stoję przy drzwiach. Jest inaczej. Jebudu! Drzwi rozchylają się przed moim nosem.Wdycham rześkie, chłodniejsze powietrze i spokojnie schodzę z tramwajowych, brudnych schodków i moczę nogi w niebieskawozielonej wodzie. Kurczę! Buty!... a, przecież schowałem do plecaka przed wyjściem. W tle muzyka. Ani smutna, ani wesoła. Muzyka ludzi świadomych - czujących zadowolenie i niedosyt. Nic mi nie trzeba... no może prawie nic. Przeglądam najdalsze zakamarki tafli wody. Wiem, że przyjdzie! Jest! Oto i __. Macham __, przecież wszystko już oczywiste. Ja wiem co __ czuje do mnie i __ wie co ja do __. Dwa szczere uśmiechy, dwie pary radosnych oczu, usta, ręce, dwa serca i dusze też dwie, a może już jedna.
Chłodzeni przez wodę, ogrzewani przez słońce; dryfujemy.
I jeśli dryfując mówi się dryf, dryf, dryf, to ja chcę szeptać dryf, dryf, póki starczy mi sił i dłużej.
- Dryf, dryf - dryf, dryf - dryf, dryf...
***
- Halo! Proszę pana! To końcowy!
uczuciowość i domysły, czy też tęsknoty i me inne monotematy
Sącząc Martini przypomina mi się jego dużo tańszy zamiennik Canova (13 zł). Smakuje identycznie. Butelka także o tym samym kształcie. Nazwa pierwsza nie gorsza od drugiej. Tak więc co? Co jest sednem rzekomej lepszości Martini? Wiem! James Bond!
Dzień udany. Przyjemnie sączyłem każdą minutę spędzoną z jednymi z najbliższych przyjaciół. Hmmm. Tak naprawdę to zwyczajnie goniłem ciągle za czymś, a całą otoczkę wyższości tego dnia nad poprzednimi tworzę teraz (zapewne z dużym udziałem Martini).
Polityka nie tylko dla bogatych! zakrzyknął dziś Jarosław. Szkoda, że Ci biedni pewnie mają te jego wrzaski gdzieś. Szkoda, że ponarzekają do telewizora, poprzeklinają pensje posłów i z czystym sumieniem wyłączą telewizor, czując spełnienie obywatelskiej powinności. Szkoda, że Ci biedni nie pójdą zagłosować. Szkoda, że nawet jeśli zagłosują, dadzą się nabrać na w większości puste obietnice.
Dlatego wolę politykę bogatych. Wolę politykę ludzi otwartych, myślących - oderwanych od mrówczej roboty, mających czas na zastanowienie się. Wolę politykę ludzi aktywnych i wykształconych; ludzi, którzy wiedzą, że dopiero po spełnieniu swych obowiązków mają prawo narzekać i otwarcie przeklinać rządzących. Oni nie będą strzępić języków na darmo, przemyślą błąd i skorygują.
Niech się pieprzą biedni. Wstrętni zazdrośnicy. Wmawiający każdemu, kto ma więcej, kradzież. Robiący z siebie męczenników narodu. Pieprzę Was! Gnijcie w tym swoim stereotypowym, betonowym myśleniu i dalej ssijcie bezmyślnie wszystko, co spuści Wam trzecia władza. Jebię Waszą zaściankowość i stagnację. Pierdoły.
Leżała samotnie w wannie. Muskając swoje ciało palcami, myślała o... nim... się obejrzała jej żwawe palce powędrowały w okolice intymne jej ciała, bynajmniej w celach higienicznych.
Dzień udany. Przyjemnie sączyłem każdą minutę spędzoną z jednymi z najbliższych przyjaciół. Hmmm. Tak naprawdę to zwyczajnie goniłem ciągle za czymś, a całą otoczkę wyższości tego dnia nad poprzednimi tworzę teraz (zapewne z dużym udziałem Martini).
Polityka nie tylko dla bogatych! zakrzyknął dziś Jarosław. Szkoda, że Ci biedni pewnie mają te jego wrzaski gdzieś. Szkoda, że ponarzekają do telewizora, poprzeklinają pensje posłów i z czystym sumieniem wyłączą telewizor, czując spełnienie obywatelskiej powinności. Szkoda, że Ci biedni nie pójdą zagłosować. Szkoda, że nawet jeśli zagłosują, dadzą się nabrać na w większości puste obietnice.
Dlatego wolę politykę bogatych. Wolę politykę ludzi otwartych, myślących - oderwanych od mrówczej roboty, mających czas na zastanowienie się. Wolę politykę ludzi aktywnych i wykształconych; ludzi, którzy wiedzą, że dopiero po spełnieniu swych obowiązków mają prawo narzekać i otwarcie przeklinać rządzących. Oni nie będą strzępić języków na darmo, przemyślą błąd i skorygują.
Niech się pieprzą biedni. Wstrętni zazdrośnicy. Wmawiający każdemu, kto ma więcej, kradzież. Robiący z siebie męczenników narodu. Pieprzę Was! Gnijcie w tym swoim stereotypowym, betonowym myśleniu i dalej ssijcie bezmyślnie wszystko, co spuści Wam trzecia władza. Jebię Waszą zaściankowość i stagnację. Pierdoły.
Leżała samotnie w wannie. Muskając swoje ciało palcami, myślała o... nim... się obejrzała jej żwawe palce powędrowały w okolice intymne jej ciała, bynajmniej w celach higienicznych.
red moon
Dym niezośnie przedzierał się z dworu do mieszkania. Wolną ręką przeganiałem go, tak jakby miało to pomóc w niezasmrodzeniu tych kilku metrów kwadratowych. Minuta za minutą dowlokła się do dziesiątej po południu, albo wieczorem.
Gdy uświadomiłem sobie znikomą skuteczność trącania szarych smug ręką, olewając ich niesubordynację, zobaczyłem jeden z moich ulubionych cudów.
Czerwony księżyc.
Tradycyjnie wyolbrzymiłem eteryczność tego zjawiska i dopisałem mnóstwo znaczeń pełnych romantyzmu, miłosnego bólu i uniesień. Uświadomiło mi to tylko dosadniej czarność dupy, w której jestem, a raczej byłem wczorajszego dnia. Wszystko przez wwiercające się w mózg poczucie straty czasu, okazji. Potrzebuję odskoczni, inaczej zacznę gryźć i kąsać. Boli mnie szara codzienność i przeraża fakt, iż prawdopodobnie potrwa przez najbliższe kilkanaście dni.
Wierzę, że czerwony księżyc był zapowiedzią zmian.
Co, jak co, ale rzadko patrzę w niebo.
A wszystko to nawet kupy się nie trzyma..
Dalej nie pytajcie, nie interesujcie się. Bądźcie bierni. Ssijcie.
Ignorujcie. Nie patrzcie, nie słyszcie. Mówcie i bijcie.
To ja się zajmę waszymi sercami
Opatulę, przytulę do swojego
Będę się dobrze opiekował Wami
Nawet kosztem zaniedbania własnego.
eat and then shit
Po godzinach teraz, kiedy jestem człowiekiem pracującym, idealnie pasuje.
Wersja łagodna:
Dzień dobry! Nazywam się Dominik Byliński i jestem ankieterem GfK Polonia. Obecnie, na zlecenie UM, prowadzimy badania na temat zachowań komunikacyjnych mieszkańców naszego miasta, a także ich opinii o komunikacji w Szczecinie. Czy chciałby pan wyrazić swoje zdanie, odpowiadając na pytania zawarte w ankiecie?
Wersja na manipulanta:
Dzień dobry! Nazywam się Dominik Byliński, jestem ankieterem GfK Polonia. Na zlecenie UM prowadzimy ankietę, która ma na celu wskazanie, co należy poprawić w komunikacji miejskiej. Chciałem pana zapytać, czy zależy panu na rozwoju naszego miasta? [Jeszcze nikt nie odpowiedział, że nie.] Skoro tak, to czy zechciałby pan udzielić odpowiedzi na pytana dotyczące pańskiej opinii o komunikacji w Szczecinie, a także pańskich zachowaniach komunikacyjnych?
Generalnie, to jestem wyczerpany. biegam pięć godzin, aby zrobić pięć ankiet. Pieniędzy nie zobaczę do sierpnia. Ale co tam, dwadzieścia peelenów za ankietę, to jest jakiś pieniądz i chociaż przeprowadzenie pięciu ankiet dziennie brzmi śmiesznie, to zarobienie w ten sposób stu złotych sprawia, że twarze poważnieją.
A! Jeszcze wersja na młodego-pracującego:
Dzień dobry! Nazywam się Dominik Byliński. Ostatnio załapałem pierwszą pracę i mam za zadanie przeprowadzić z panem ankietę. Ja wiem, że może nie ma pan czasu, bądź ochoty, ale ja naprawdę postaram się nie zając panu więcej niż 20 min. A chyba pan rozumie, że jak każdy młody chciałbym coś zarobić na wakacje, bo to jednak teraz się tak nie przelewa i coraz szybciej trzeba się chwytać pracy. Pomógłby mi pan i odpowiedział na pytania?
gra symulacyjna
Gdybym był postacią w Sims'ach to zapewne zostałyby mi 3 dni do osiągnięcia dorosłości. Znalazłem pracę i zacząłem zarabiać simoleony! Nawet dobrze się składa, bo wczorajszego dnia powstało w mej głownie pytanie, na które chciałbym sobie odpowiedzieć: "Konsumpcja" - to pojęcie negatywne, czy pozytywne?.
Czym jest konsumpcja? Konsumpcja w mikroekonomii to zużywanie posiadanych dóbr w celu bezpośredniego zaspokojenia ludzkich potrzeb, które wpływa na poziom odnoszonej przez konsumenta użyteczności. Bla, bla, bla, ekonomicznie zrzędzenie. Konsumpcja to używanie, wykorzystywanie, zużywanie. Wiadomo, że zanim coś skonsumujemy musimy to zakupić. Można to przedstawić następująco:
Potrzeba - zakup - konsumpcja - potrzeba - zakup - kons... i tak dalej.
Więc wszelkie transakcje w hipermarketach są dziećmi takiego tworu jak potrzeba. Czemu tworu? A no dlatego, że marketingowcy prześcigają się w wymyślaniu rzeczy niezastąpionych i udowadnianiu, iż rzeczywiście takowymi są. Jak my, biedne, naiwne owieczki - zagrożone przez krwiożerczych speców od reklamy, którzy czyhają na każdy nasz grosz - mamy się bronić? Obrony brak. Smutne, aczkolwiek prawdziwe. Nie ważne jak jesteśmy przekonani o nieprzydatności tych wszystkich bambetli w sklepach, i tak pewnego mrocznego dnia wyciągając zakupy z pseudo-ekologicznych, płatnych folii spojrzymy na nader barwne opakowanie, którego szata graficzna wali po gałach i usłyszymy w głębi duszy puste pytanie Po co to kupiłem/am?.
To prawdopodobnie główny negatyw.
A jaki jest prawdopodobny główny pozytyw?
Mam obawy, że o pozytywy będzie trudno. Można by na siłę wymyślić coś w stylu: masz dostęp do wszystkiego, rozwijasz swoje zmysły bez ograniczeń, odczuwasz potrzebną człowiekowi swobodę, czujesz smak wolności, sądzisz, że masz wybór, czujesz ten przypływ boskiej energii, gdy chwytasz towar i wiesz, że on może być Twój. Ale czym to wszystko jest, gdy wiemy, że to tylko obłuda? Część systemu zarób, aby kupić - kup, aby zarobić mógł ktoś.
Zastanówmy się, tak chwilę dłużej. Może pozytywy konsumpcjonizmu rodzą się tylko w momencie świadomego korzystania z tegoż zjawiska.
Sądzę, że dopiero po przemyślanym i prawidłowo wykalkulowanym skoku w nurt kapitalistycznych pojęć, możemy korzystać z pozytywów używania, bez odczuwania jego negatywnych cech.
Niech to będzie pointą.
Subskrybuj:
Posty (Atom)